Wiatr zacinał i wył w skalnych zawijasach, próbując zmieść z powierzchni ziemi dwie postacie ukryte na skalnej półce. Niesiony przez burzę z głębokich rejonów pustyni pył radioaktywny powodował, że ich liczniki Geigera odgrywały istną symfonię, a oni z każdą chwilą tracili nadzieję, że przeżyją choćby następną noc. Godzinne próby otwarcia metalowych wrót spełzły na niczym – drzwi nie uchyliły się nawet na milimetr.
- Ani drgnie! – Zig usiadł zrozpaczony pod metalowymi wrotami – nie działa… – nad jego głową wystawała z otworu pokaźnych rozmiarów plątanina kabli, bezpieczników i płytek drukowanych. Wzrokiem poszukał obok siebie Hudsona. Nawet wielka maska przeciwpyłowa nie była w stanie ukryć przerażenia malującego się na jego twarzy.
- Co robimy? – nie było jasne komu Zig zadawał pytanie – Co robimy?? Co robić??
Czytaj dalej “Schrony i kolonie” »
RSS




Po czterech dniach na Pustkowiu halucynacje nie są czymś zaskakującym. Słyszał przecież historie o takich, którym słońce, niekończąca się pustynia, i silne promieniowanie, tak skutecznie mieszały w głowach, że już nigdy nie wracali do
Zawsze lubiłam swój zawód. Wielu z moich znajomych od dawna miało własne firmy, pracowało w uznanych kancelariach prawniczych, firmach komputerowych, lub – w mojej branży – prywatnych klinikach lekarskich, podczas gdy ja dalej zaliczałam kursy podyplomowe. Początki jak zawsze były ciężkie, ale kiedy wreszcie wysiłek włożony w edukację zaczął się zwracać – poczułam prawdziwą satysfakcję. Kariera psychologa może być wyjątkowo nudna – znam dziesiątki przypadków, w których znakomici specjaliści kończyli wysłuchując przez 20 lat historii konfliktów małżeńskich. Kiedy otrzymałam ofertę pracy przy lokalnym sądzie, nie zastanawiałam się ani chwili – wiedziałam, że setki ciekawych spraw tylko czekają na moją analizę. Dzięki temu nauczyłam się rozpoznawać z daleka oszustów, kłamców i wyłudzaczy – moim zadaniem było sporządzanie portretu psychologicznego przestępców, ocenianie wiarygodności i poczytalności ich samych, a także świadków powoływanych aby wspierać ich zeznania.
Nazywam się Jim Travis. Pochodzę z Teksasu. Przed Katastrofą byłem uznanym właścicielem firmy przewozowej w Amarillo. Moje ciężarówki przemierzały cały kraj, dostarczając towary punktualnie niczym w szwajcarskim zegarku. Wszyscy w okolicy wiedzieli, że Travis znaczy „niezawodny”. Prowadziłem ciężkie, ale uczciwe życie – do czasu, aż wszystko stanęło na głowie.